“Jestem zaszczycony, że mogę być z wami podczas uroczystości ukończenia jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie… Prawda jest taka, że nigdy nie ukończyłem studiów. Nigdy wcześniej nie byłem tak blisko „ukończenia” uczelni jak podczas dzisiejszej gali. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć wam trzy historie z mojego życia, to wszystko. Nic wielkiego, to tylko trzy historie.”

Tymi słowami Steve Jobs rozpoczął swoje kultowe przemówienie na Uniwersytecie Stanforda. Ten wielki lider za pomocą kilku prostych słów potrafił wzbudzać emocje jak nikt inny. W czym tkwił jego sekret?

Szczerość i pasja

Steve Jobs. Niezależnie od tego, co się na jego temat sądzi, nie ulega wątpliwości, że był to wspaniały mówca, wizjoner i innowator. Miał wrodzoną umiejętność przekonywania innych do swoich pomysłów. Umiał opowiadać o nich z entuzjazmem i pasją.

Kiedy wychodził na scenę, sprawiał wrażenie, jakby mówił ot tak sobie, bez przygotowania. Był naturalny, pogodny i swobodny. Jednocześnie z jego głosu dało się wyczuć głęboką wiarę, w to co mówi i robi. Tą niezachwianą wiarą we własne pomysły i dzieła – niejednokrotnie wykraczające poza standardy – potrafił po mistrzowsku zarażać innych.

Charyzma, pasja i osobowość tego człowieka powodowały, że akcjonariusze, fani czy konsumenci czekali na jego prezentacje z zapartym tchem. Nawet dziś oglądanie ich sprawia ogromną frajdę! Czy gdyby postanowił opowiadać o funkcjach swoich produktów, szczegółowo je opisując, efekty jego wystąpień byłyby takie same?

Mniej znaczy więcej

Jobs potrafił czarować publiczność, ponieważ doskonale znał moc prostych słów. Dobierał je świadomie, konstruując krótkie, lecz wartościowe zdania.

Jego przemówienia nie były przeładowane informacjami. On nie marnował czasu na przechwałki i przydługie wstępy. Rzadko korzystał z przyimków – “fenomenalny”, “niezwykły”, “najlepszy”, “niesamowity” – to słowa, których rozmyślnie nie stosował, choć w tamtych latach produkty Apple dokładnie takie były.

Nie ubierał też zdań w zbędne frazy czy wyświechtane kalki językowe, ponieważ Steve wierzył w siłę słowa. Wystarczy posłuchać kilku jego przemówień, aby się o tym przekonać. Najczęściej posługiwał się zrozumiałymi i prostymi słowami – im prościej, tym lepiej. Bez nadęcia i technicznego żargonu.

Każdy rozumiał jego wypowiedzi, nawet osoby zupełnie nie obeznane z nowinkami technologicznymi. A jednak nowy iPhone czy iPod to były technologiczne objawienia. W jego wystąpieniach nie znajdziemy jednak nudnych opisów technicznych, cech czy parametrów.

Zauważ, że Jobs był również oszczędny w gestach. Mimo to uważany był za postać szalenie charyzmatyczną. Wielu mówców wskakuje dziś na scenę i krzyczy z niej, rozpalając (lub irytując) tym swoją publikę. Steve pozbawiony był sztucznego animuszu. Fakt, że dzielił się z innymi swoimi innowacyjnymi produktami, wystarczająco budził w nim szczery zapał i energię.

Historie Jobsa

Jobs uwielbiał też opowiadać za pomocą historii. Często snuł opowieści w pierwszej osobie l. poj. Zabieg ten pogłębiał w słuchaczach empatię i skłaniał do uważnego słuchania.

Potrafił również angażować publikę przedstawiając historię za pomocą problemu i rozwiązania. Jego strategia polegała na ukazaniu problemu, a w miejsce rozwiązania – wskazanie urządzenia Apple, które wjeżdżało na scenę niczym bohater mogący zmieniać świat. I za każdym razem zbierał gromkie brawa, entuzjastyczne okrzyki i zachwyt.

Sposób ten wychodził poza ramy standardowych opisów produktów. Być może dziś wydaje się takie działanie dość oczywiste, jednak ponad dekadę temu, uwierzcie mi, że takie nie było.

Tymi kilkoma prostymi trikami Steve budował więź klientów z produktami. Tym samym przywiązywał ich do marki. Dziś myślę, że wyznawcy Apple są/byli wyznawcami Jobsa. Będąc naturalnym liderem, kreował ambasadorów marki. Ludzie szli za nim, bo mu wierzyli. Bo potrafił przekonać ich swoim entuzjazmem, autentycznością, ale i – lub przede wszystkim – prostotą. Prostotą zarówno w formułowaniu myśli, jak i w zachowaniu. Nic dziwnego, że produkty, które stworzył, cechowały się właśnie… łatwością w obsłudze i zrozumiałością. Jak mawiał Jobs “smart and easy to use”.

Write A Comment